Dzieńdobry, czyli zaczynamy od podstaw



Uwielbiam rysować.
Wiem, że brzmi to, jak zdanie, które wypowiada każda pięciolatka, gdy zapyta się ją o hobby w przedszkolu. Jeżeli w ogóle wie co to "hobby". Mi to słowo zawsze kojarzyło się z psem. Jak wszystko, gdy miałam pięć lat.
Wracając do najważniejszego, jak już mówiłam uwielbiam to. Ośmieliłabym się stwierdzić, że czuję do niej coś więcej.
Wyjawię wam dlaczego. Kocham uchwycać momenty, jak w sidła czasu, jakbyśmy zatrzymali świat i uwiecznili tą chwilę, bo jest ponoć w jakiś sposób dla nas ważna. Ale hej, to jest definicja zdjęcia i fotografi. Macie rację, bravissimo. W sztuce chodzi o coś więcej.
Dla jasności, za żadne atlantydzkie skarby nie obrażam fotografii (może się trochę użalam, bo nie mam do niej oka).





W sztuce chodzi o modyfikację i interpretację. Dajmy na przykład scenę pogrzebu. Jeden człowiek, może bliski z rodziny, przedstawiłby wszystko w barwach ponurych. Wyjątkowo ciemnych, głównie obraz składałby się z czarnego. Na sukniach, na niebie, na trumnie. Wyjątkowo napięty i pełen powagi moment.
Druga osoba, która strasznie skurczybyka nie lubiła, zrobiłaby wszystko na odwrót, a na koniec jeszcze wstawiłaby siebie machającego na pożegnanie.
(proszę nie róbcie tak :'))
Możemy zrobić coś co nie istnieje, co mamy nadzwyczajniej w głowie. Możemy przelać swoje sny na papier. Swoje marzenia, swoje pomysły, wyimaginowanego chłopaka! Nieskończona liczba możliwości.
Fajnie nie?
Mi też się podoba. Wyobraźcie sobie, że widzicie tą rzecz na papierze, wizualnie przed sobą.
Każdy może to na dodatek dokonać
Niestety wiele osób, nie umie narysować prostej lini, a winę zrzuca na brak talentu.
Prawda, nie którzy mają dwie lewe ręce, ale zakładam, że mniejsza część ludzkości.
Błąd, practice makes perfect. Nie dlatego spędzam tyle czasu przed kartką, żeby mi ktoś zwalał na talent. Oczywiście, nie którzy mają ósmy zmysł perspektywy, potrafią dobierać kolory, albo mają zdolność przekazywania emocji przez ich produkcje. Gratuluję, ale jeżeli narysują coś raz do roku, to nie mogą się czuć się z siebie zadowoleni, bo ich pracę będą wyglądać tak samo, albo podobnie do prac innych. Więc, jak we wszystkim, trzeba nad tym ślęczeć wiele godzin, żeby uzyskać zadowalające efekty.
Ale wiecie co? Mnie ta praca tak uszczęśliwia, że z wielką chęcią spędzam godziny. Uwielbiam dotyk ołówka o kartkę, jak akwarele zlewają się ze sobą i robią dziwne kształty albo jak potrącę coś łokciem i woda zalewa wszystko co dotąd zrobiłam, a ja siedzę cicho na krześle z dziurą w duszy. Matko, to mi przypomina, jak kiedyś w zerówce siedziałam w ławce z dziewczynką, która zawsze nosiła świetne ogrodniczki. Ale miała rozmach, że za każdym razem kiedy wstawała wylewała wodę na mój rysunek. Ohoho i to nie jeden raz. Trzy razy w ciągu czterdziestu pięciu minut. Mała ja z blond włoskami, już zaciskam ołówek w pięści, chociaż nie zwróciłam jej uwagi. Aż tu nagle chrup, łołówek w dwóch częsciach leży na ziemi.
Żartuje, nie byłam dziecięcym siłaczem, ale za to byłam diabelsko miła, co skutkowało mokrymi kartami.
Tak więc tą piękną przypowieścią kończę dzisiejszy wywód. Pierwszy na tym blogu.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Złote krążki

Enhorabuena (tymczasowe ulubione hiszpańskie słowo)

Jestem diplodokiem 2