Jogaste

Joga. Myślę, że w połączeniu z wegetarianizmem mogę być uważana za stereotyp uduchowionej mamy Warzywo, która swoim dzieciom do szkoły daje pora, „do pochrupania”. Na szczęście nią nie jestem, a do dzieci mi daleko. 

Od mniej więcej dwóch miesięcy chodzę na jogę i ją uwielbiam! Czuję się po niej świetnie. Jakbym godzinę unosiła się na wodzie, a moje kości zamieniły się w 40% w wodę, co brzmi przerażająco, ale wyobraźcie sobie, jak fajnie się po czymś takim czujesz. Poznajesz granice swojego ciała, ale zarazem jego możliwości, o których wcześniej nawet bym go nie podejrzewała. Wykonywanie wszystkich aszasanów i maszakisanów, oraz szaszaszaszasanów, sprawia mi strasznie dużo frajdy!

Wiedza o jodze jest ograniczona, z punktu widzenia osoby nie uczęszczającej na nią i mające o niej minimum wiedzy. Namaste, maty, wypinanie się i te sprawy. Ewentualnie Azja. Najczęstsze skojarzenia. Niektórzy się jej boją. Rozwieję wasze wątpliwości.

Po pierwsze, te wszystkie wygibasy, które widzicie na tumblr czy pintrest, to nie żart. To joga zaawansowana, jednak nie są one na pokaz. Każde ćwiczenie w jodze ma znaczenie i sens. 
Tam masz otworzyć klatkę piersiową, gdzie indziej wyprostować podstawę kręgosłupa, ale nie wypinać kości ogonowej. Nauczyciele jogi mają ogromną wiedzę na temat anatomii człowieka, wydawać by się mogło, że większą od pani od biologi, bo coś tam powie o nie nadwyrężaniu mięśni starokloapsyrbhcjdhchshdcsculh i wtedy opada trochę szczęka. 

Chociaż, jak pani powie żeby docisnąć łono do pępka to też trochę opada szczęka. Najlepsze jest to, że jest to często powtarzane i jak to usłyszałam pierwszy raz to zastanawiałam się w co się wpakowałam, sprawdziłam stan moich sąsiadów, oni wydawali się nie wzruszeni, więc pomyślałam, że są zahipnotyzowani czy coś. Po paru zajęciach zostałam również „zahipnotyzowana” i się do tego po prostu przyzwyczaiłam.

Chociaż wydaje mi się, że pan po mojej prawej, nie koniecznie.

Niesamowite, jak ludzie poznali swoje ciała. Brzmi to przedziwacznie, ale, podczas wykonywania ćwiczenia, pani prowadząca, przewiduje każdy ruch, każe się skupić na najmniejszych elementach, na przykład, jak położenie małego palca u stopy na podłodze i od tego małego ruchu coś klika w twoim mózgu „no tak!” i czujesz się w tej pozycji wygodnie, albo raczej 'poprawnie'. Trudno mi to wytłumaczyć!

Wcześniej chodziłam dwa lata na rehabilitacje, dwa razy w tygodniu i uważam, że nie można tu nawet mówić o porównaniu. To był wysiłek siłowy, po którym nie widziałam efektów, miałam ustalony zestaw ćwiczeń, który znudził mi się po dwóch zajęciach, a najgorsi było jak starzy faceci przede mną zostawiający ślady potu na materacach, na których miałam się położyć. :/ Oczywiście, dla każdego coś innego, ja po prostu preferuje ćwiczenia rozciągające. Wydaje mi się, że próbowałam wytrenować swoje ciało, a teraz po prostu je uczę.
I co? Zachęciłam was do niej, chociaż troszeczkę? :) Jeszcze dodam, że ostatnio robiłam wygibasy z dodatkiem krzesła i czułam się, jak prawdziwy jogin master A++ :))

__________
Do zobaczenia! 
No i dziękuje Katty za komentarz pod ostatnim postem, który mnie zmotywował do działania!

Komentarze

  1. Zachęcasz, aczkolwiek jestem raczej za bardzo leniwa, a wygibasy nie są raczej moją mocną stroną. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej się cieszę, że zachęciłam! A wygibasy nie są też mocną stroną moich matowych towarzyszek (mają przynajmniej powyżej 55 lat) ale, jak to pani prowadząca mówi : "W jodze nie ma źle wykonanego zadania", :DD. Trzymaj się ciepło!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Złote krążki

Enhorabuena (tymczasowe ulubione hiszpańskie słowo)

Jestem diplodokiem 2