Jestem diplodokiem 2

Chciałam napisać ten post już od dłuższego czasu. Ta tajemnicza nazwa skrywa pod sobą dosyć banalną prawdę. Jestem wegetarianką. „Jestem diplodokiem”, to hasło pojawiło się na moim poprzednim blogu, którego dezaktywowałam, ale dlatego że był to ulubiony post mojej przyjaciółki postanowiłam zrobić recap.
Szczerze mówiąc to powrót do tamtego bloga był dziwny. Czytanie tamtego postu jeszcze bardziej. Napisałam go dwa lata temu i muszę przyznać, że sporo się od tamtego czasu zmieniłam.

W każdym razie w poprzednim poście nie było za wiele powiedziane. Głównie jakaś łzawa historyjka o tym jak to oglądałam film na biologii, gdzie wąż zjadał mysz, albo coś innego ją zjadało i doznałam szoku. Nabrałam szacunku do zwierząt i zapragnęłam być wegetarianką. Szczerze mówiąc, nie pamiętam tej historii. Chociaż, przypomniał mi się moment, kiedy jadłam kurczaka na obiad, mama się krzątała po kuchni, a ja w przypływie impulsu powiedziałam: „Mogę zostać wegetarianką?”, moja mama na to: „Eeee… tak. Ale kurczaka do do końca zjesz?”.
Od tamtego momentu, moja wspólna droga z mięsem się rozwidliła i poszliśmy w swoje strony. Kiedy to wychodzi na światło dzienne, ludzie się często obruszają. Na prawdę nie wiem dlaczego. Gdy odpowiadam na pytanie: „Dlaczego?”, „Bo nie lubię” uspokajają się. Zastanawia mnie to. Co złego jest w wegetarianach, którzy robią to ze względu na zwierzęta? Wydaje mi się, że niektórzy mają złe konotacje. Na szczęście, to jest mniejszość. Większa część zainteresowanych, odpowiada słowami entuzjazmu, albo zrozumienia. Niektórzy odpowiadają: „Ale super też bym chciał/a”, na co ja odpowiadam: „To dlaczego nie spróbujesz?” ich odpowiedzią najczęściej jest: „Bo nie mogłabym żyć bez mięsa”.
Czy nadal chce to robić? Tak długo, jak będę mogła. Nic mi w tym nie przeszkadza, a lubię to robić i sprawia mi to przyjemność. Dzięki temu, również ruszyłam tyłek i zaczęłam sobie gotować trochę sama. Wynajduje fikuśne przepisy, kupuje produkty, gotuje je sama albo z mamą. Naprzykład teraz w lodówce mrożą mi się banany na lody. Dla chcącego nic trudnego(to przysłowie jest trochę naciągane, ale ciii).
Mam nadzieję, że spędziliście Święta i Sylwestra w super gronie, z masą zabawy. Mi zostały jeszcze dwa tygodnie do ferii. Jadę w pierwszy tydzień na narty do Włoch. I’m so exited. ¡Hasta luego!

Komentarze

  1. Ja jestem mięsożercą, nie mam nic przeciwko wegetarianom, myślę, że to każdego prywatna sprawa co kto ma na talerzu. Sama bym chyba nie potrafiła, zrezygnować z mięsa, zwłaszcza, że za "zielonką" niespecjalnie przepadam. :P
    Udanych ferii, mnie tam został jeszcze tydzień szkoły! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że wcześniej nie odpisałam! Masz rację, to prywata sprawa każdego, a zielonka to moja ulubiona potrawa >:) I zazdroszczę, pewnie masz już ferie? Ja przed sobą ten ostatni tydzień zmagań, nie mogę się doczekać!(końca tygodnia nie początku, hahaha) Jak tam plany na ferie? :)

      Usuń
    2. Tak już mam wolne i wreszcie mogę odpocząć, a specjalnych planów raczej nie mam. :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Złote krążki

Enhorabuena (tymczasowe ulubione hiszpańskie słowo)